Wczoraj w Poznaniu, czyli moim mieście, odbył się koncert dio - distraugt overlord, których supportowała Gothika. Nie jestem wielką fanką obydwóch zespołów. W każdym razie nie byłam przed koncertem. Owszem, obydwa zespoły słyszałam i słuchałam, ale bez szału. Jednak na koncert się wybrałam, a jakże. W końcu przegapić koncert w Poznaniu? Japoński zespół pod moim nosem, a ja mam nie iść? Wystarczy mi, że w zeszłym roku nie poszłam na Plastic Tree, bo dowiedziałam się za późno. To samo było z Gothiką. W każdym razie koncert miał się odbyć o godz. 20. Ja byłam na miejscu o 19 i zobaczyłam coś co za nic nie przypominało kolejki. Tłum fangirlsów z włosami na wszystkie kolory tęczy, wymyślne makijaże (hm, ja miałam tylko szary cień i eyeliner, nic specjalnego XD), przeróżne stroje (miałam suknię, która kiedyś miała improwizować gothic style :D). Trochę mnie ten tłum przeraził. Zresztą nie tylko mnie, ludzie dookoła podchodzili do nas pytając się co tu się dzieje, co to za gwiazdy grają :D Na nazwy Gothika i dio wszyscy reagowali tak samo "acha" i szli dalej w swoją stronę. Potem nareszcie doszła moja przyjaciółka i już nie stałam sama. W międzyczasie zdążyła jeszcze przyjechać policja i zgarnąć jakiegoś napitego kolesia. Jak się potem okazało w tłumie było sporo znajomych twarz, to z lasta kilka osób, z którymi się wcześniej spotkałam, a to z Roaring In The Dark, poznańskiej jrockowej imprezy. Pogadałam ze znajomymi i dowiedziałam się, że oni już bilety mają. Nasze bilety były zarezerwowane, jednak nie odebraliśmy ich. Powiedzieli, że mamy się wepchnąć w wielki tłum i je odebrać. Tak też zrobiłyśmy. To znaczy miałyśmy zamiar tak zrobić. Wtopiłyśmy się w tłum i okazało się, że obok nas też dużo osób nie ma bilecików, a rozdają je dopiero przy wejściu. Jednak ochrona była dziwna. Parę osób wpuszczali, a resztę już nie i właściwie nie wiadomo było o co chodzi. Staliśmy tak z dobrą godzinę na mrozie. Było ciemno, zimno i tłoczno. Kiedy w końcu odebrałam bilety, myślałam, że padnę...NARESZCIE!

Będąc już w klubie zajęłyśmy sobie ładnie miejsca na samym końcu sali :P Jedno piwo na jeden dowód... O.o No, cóż... W końcu się zaczęło, z dość dużym opóźnieniem (no, ale od kiedy to koncerty zaczynają się punktualnie?), zdążyłam już opróżnić pół szklanki. Najpierw weszła Gothika. Wokalista, Andro, wleciał w czerwonym kimono, a keybordzista w wielkim irokezie i maską gazową na twarzy... "We are Gothika!" zaczęło się. Ludzie się świetnie bawili, zresztą mnóstwo osób przyszło tylko i wyłącznie dla nich. W trakcie koncertu wokalista zdążył zostać rozebrany przez fanki z kimono i jak się okazało miał pod spodem coś dziwnego, co wyglądało jak nazistowski mundur :P Keybordzista miał za to obcisłe, skórzane spodnie ze skórzaną mini na nich :D Poruszenie tłumu było, kiedy okazało się, że wokalista popija sobie Tyskie :P Pod koniec występu zapowiedzieli, że Poznań jako pierwszy dostąpi zaszczytu zakupu ich najnowszej płyty ^^ Keyboardziście zdjęli mini, a z jego irokeza zostały tylko mokre włosy XD Yhm, oberwałam wodą, która została przez niego wypluta na tłum... XD I jeszcze tylko tradycyjne rozdawanie pamiątek z cząstkami DNA - butelek po wodzie, puszki po piwie. Obiecali również, że przyjadą ponownie w przyszłym roku i że nas nigdy nie zapomną. Razem z tłumikiem zaskandowaliśmy "arigatou" i zaczęliśmy się domagać o dio.
Wszedł Kei, a publiczność oszalała. Usłyszałam obok siebie komentarz pewnego pana, który szukał w tłumie córki "Co to ku**a jest? Zbroja średniowieczna?" XD Nie, zbroja to nie była, ale niejeden sado-macho pornol by się takiego ciuszku nie powstydził. Ciekawe, gdzie kupił ^^ :D Zresztą co to dla nas? Widzieliśmy już gorsze visualowe ciuszki.
Wszedł i Mikaru. Ten za to miał cały świecący się ciuszek niczym z dyskotek w latach '70. Mimo to wyglądał w tym całkiem nieźle. Ivy miał na sobie całkiem niezły ciuszek gotyckiego arystokraty ^^ Niestety, Denki nawet nie zauważyłam XD W miejscu, w którym stała perkusja było ciemno i bujna fryzka Kei'a mi go przesłaniała, jako, że zdążyłam już przejść na pięterko i widziałam wszystko z góry.
Zaczęło się. Ach, jak cudownie brzmieli na żywo! Tłumy szalały, dziewczyny mdlały (z gorąca, ścisku, czy z wrażenia?), fangirle macały wszystko co się dało i znalazło w zasięgu ich ręki. Potem było coraz gorzej, Mikaru zdjął marynarkę, czy co to tam było, i pokazał nam swoje mięśnie :P Kontakt z publicznością był świetny. Co chwilę zachęcał do skandowania, wyciągania łapek w górę, a nawet opowiedział historyjkę o tym jak wybrali się do sklepu i ludzie się na nich dziwnie patrzyli :P No, ale, że atmosfera była gorąca i to dosłownie, to Mikaru postanowił zrzucić z siebie kolejną część ubrania i pozostał już tylko w samych spodniach. Co to było dla fanek! Wszyscy się rzucili do aparatów, byle tylko uwiecznić tę chwilę. Co szczęśliwsze nawet go podotykały. Z dobre cztery razy rzucał się na tłum rozszalałych fanek jakby tylko na to czekających. Raz nawet Kei mu zawtórował.
"Carry Dawn" i "God Forsaken" zdecydowanie wzbudziły największą radochę publiki. Te dwie piosenki brzmią świetnie na albumie? To nic w porównaniu z tym, co działo się na żywo!
Jednak wszystko co dobre się kończy. Dio zeszło ze sceny, ale my chcieliśmy więcej! Encore! Encore! I jak kochający swój fandom artyści zaszczycili nas dość długim bisem. Niestety potem perkusja uległa uszkodzeniu :D Kei przewrócił się wychodząc ze sceny, biedny, a nam i tak było mało. Pamiątki oczywiście były! Członkowie pozbyli się swoich kostek, pałeczek i wszelkich butelek.
Niestety, to już był koniec.
I tak Jane stała się fangirlem dio - distraught overlord. Ile to koncert może zmienić... :P

